Ameryka Środkowa
O mnie
Tlumaczenia
ABC
Podróżnika
Dookoła
świata
Mój
Hostel
Wolontariat
Relacje
z podróży
Ameryka Śr.
2009/2010
Polka
w Meksyku
Galeria
Kontakt

01/03: I znów w San Cristobal

Kategoria: Meksyk
Autor: Monika
Comments:(7)
Jestem w San Cristobal z Rudim. Wygląda na to, że zaczynam nowe życie… WOW! Tak więc na razie moja podróż dobiegła końca. Chociaż nie przygoda, bo tutaj przecież wciąż coś się dzieje i czeka mnie jeszcze jedna wielka przygoda, o tym niebawem zdradzę więcej szczegółów. W sobotę byliśmy na przyjęciu u znajomych. Wspaniale było spotkać serdecznych ludzi, których już znam. Wszyscy się cieszą naszą historią, że wróciłam i że jesteśmy razem. Już mamy plany na najbliższe dni, 21 marca organizujemy free hugs/abrazos gratis/ darmowe przytulanie. Słyszeliście o tej akcji? To dopiero będzie fun! Później Semana Santa, czyli tydzień wielkanocny, który obchodzi się rzeczywiście przez tydzień.
Skoro moja podróż dobiegła końca, to chyba trzeba będzie zakończyć tego bloga… A tymczasem dziękuję wszystkim, którzy towarzyszyli mi w mojej podróży przez ten kawałek Ameryki Centralnej. Już wiem, że niektórych z Was udało mi się zainspirować i uwierzyć, że można. A to najważniejsze – o to mi chodziło!!!

01/03: Todos Santos

Kategoria: Gwatemala
Autor: Monika
Comments:(0)
Ostatnia przygoda w tej podróży. Postanowiłam wybrać się do wioski położonej wysoko w górach, która opisywana jest jako typowa wioska gwatemalska w malowniczym otoczeniu. W przewodniku napisane jest, że z Huehue do Todos Santos jest 40 km i 3 godziny jazdy. Myślałam, że to błąd w przewodniku i ktoś powiedział mi, że to 1 godzina, w sumie (2 autobusy) – będą trzy godziny. Ale to nie był błąd w przewodniku: 3 godziny, w sumie 5. Tym sposobem, kiedy dojechałam do wioski nie było mowy, żebym wróciła tego samego dnia. Znalazłam tani hospedaje i zatrzymałam się na noc. Na wszelki wypadek miałam ze sobą szczoteczkę do zębów i płyn do soczewek. Za wioska położona była niesamowicie! Pośród chmur, góry zatopione w chmurach, dla samych krajobrazów towarzyszących przez drogę warto było ją pokonać. Wieczorem poznałam Australijczyka, który zdecydował się pracować tam w wolontariacie w szkole hiszpańskiego. Szalony chłopak – w takim miejscu na 3 miesiące! Za to języka można nauczyć się tu błyskawicznie, bo nie wiele tam okazji do używania angielskiego i trzeba się szybko uczyć hiszpańskiego. Wybraliśmy się razem na kolację do comedore (lokalna jadłodajnia). Ryż nazywała się z warzywami – była to marchewka i ziemniaki – oraz z jajkiem i znienawidzoną czarną fasolką. Ale nie było innych opcji. Rano autobus miałam o 6.00. Obudziłam się dużo wcześniej z bólem żołądka, nie wiem, czy to w comedore, czy gdzie, ale coś mi zaszkodziło. Parę wizyt w ubikacji i poszłam na autobus. Droga była męczarnią. Cholera, ostatni dzień i jeszcze się załapałam na taką nieprzyjemność.

23/02: Xela

Kategoria: Gwatemala
Autor: Monika
Comments:(0)
Pełna nazwa miasta brzmi Quetzaltenango. Większość miast i miasteczek tutaj ma takie przedziwne długie nazwy i potocznie żywa się ich skróconych form. Xela to doskonałe miejsce na kurs hiszpańskiego – mówi się, że ceny i jakość kursów są tu najlepsze. Wokół Parque Central mnóstwo jest barów, cafe i restauracji, muzyka na żywo, życie nocne. Miasto samo w sobie – drugie pod względem wielkości – nie jest szczególnie ładne i niewiele tu do zobaczenia, ale stanowi mają bazę do wycieczek do okolicznych wiosek położonych na wyżynach. Wioski zamieszkiwane są przez indigenous, czyli tubylczych ludzi, którzy na co dzień noszą tradycyjne stroje. Odwiedziłam parę wiosek w dzień targowy i widok barwnych strojów i tubylczych kobiet sprzedających i kupujących i dźwigających zakupione towary na głowach jest wyjątkowy.
W Xela zatrzymałam się u Any, dziewczyny z CouchSurfingu. Spędziłyśmy mnóstwo czasu na rozmowach i jeszcze raz mogę podkreślić, że kraj i kultura nie AM znaczenia: wszystkie jesteśmy młodymi kobietami z takimi sama mymi problemami i marzeniami.

20/02: Lago Atitlan

Kategoria: Gwatemala
Autor: Monika
Comments:(0)
Jest to chyba najbardziej turystyczny region Gwatemali z bogatą kulturą, tradycjami, indigenous, czyli tubylcami. Wszędzie sprzedają swoje tradycyjne wyroby i hipisowskie ciuchy i na każdym kroku ktoś cię nagabuje i zachęca do kupna. Jednak ogólna atmosfera jest przyjazna i spokojna. Jezioro jest ogromne a wokół niego na wzgórzach schodzących do jeziora położone są wioski. W tych wioskach wielu cudzoziemców znalazło oazę spokoju i pokoju. Sporo hipisów, marihuany, kursy jogi, szkoły hiszpańskiego, masaże, zdrowa żywność, itp. Na horyzoncie z każdej strony zarysowują się wulkany. Zatrzymałam się w Panajachel, które obrałam sobie za bazę ze względu na łatwy transport łodziami i lądem i stąd odwiedzam okoliczne wioski.
Dziś byłam w San Marcos – coś dla mnie: kompletny spokój, a cudzoziemcy stworzyli tu oazę jogi, medytacji i alternatywnych terapii i wszystkiego co się z tym wiąże. Tylko nie rozumiem, dlaczego jest to tutaj takie drogie. Jednak bardziej polecam w tym momencie Azję – bezpośrednio u źródeł, w naturalnie a nie sztucznie stworzonym klimacie i za ok. jedną-trzecią tutejszych cen.

Luis, mój gospodarz z Antigua, pisze, że brakuje mu mnie w jego domu. To miłe. No proszę, mężczyźni lubią mieć mnie w pobliżu i w swych domach. Odkryłam, że odkąd zawarłam z nimi pokój i zaczęłam ich traktować jak ludzi i przyjaciół, a nie wrogów i zagrożenie, spotykam samych fajnych mężczyzn, którzy bardzo dobrze mnie traktują. Takich, jakich postanowiłam spotykać i przyciągać. Żadnych cwanych Casanova. Siła przyciągania?
Zaczynam odliczać dni do powrotu do Sancris. Już umówiłam się z Rudim, że dojadę na 27go lutego, wielką imprezę u naszych przyjaciół z okazji ich rocznicy ślubu.

A tak w ogóle to czy Wy o mnie zapomnieliście?! Nic do mnie nie piszecie! Czekam na maile co tam się u Was dzieje!

15/02: Antigua

Kategoria: Gwatemala
Autor: Monika
Comments:(1)
Antigua, dawna stolica Gwatemali, jest małym przeuroczym miasteczkiem z wybrukowanymi uliczkami i zabytkową zabudową, która znajduje się na liście UNESCO. Antiguę otaczają wulkany. Jest to jedno z tych miasteczek w których można spacerować w nieskończoność i odkrywać ukryte patia i ogrody z fontannami. Bardzo przypomina mi San Cristobal. Mnóstwo tu cudzoziemców, którzy zatrzymują się na dłużej ucząc się hiszpańskiego na kursach, pracują w barach i restauracjach, niektórzy zostają i zakładają swój biznes. Jak w SanCris wybór restauracji, barów i kafejek jest ogromny. Chociaż tutaj cudzoziemcy wciąż mówią po angielsku, w odróżnieniu od SanCris, gdzie wszyscy starają się używać hiszpańskiego.
W Antigua zatrzymałam się u Luisa z Couch Surfingu. Luis ma przepiękny dom urządzony jak 5-gwiazdkowy hotel. Kiedy weszłam do jego domu byłam w szoku. Śpiąc w przykrytym atłasami łóżku czułam się tu jak księżniczka. Balkon i taras na dachu z widokiem na wulkan. Luis pracuje głównie przez komputer i otoczył mnie wspaniałą opieką. Wybraliśmy się do stolicy, Gwatemala City, które wcale nie jest tak okropne jak słyszałam i spodziewałam się. Problem ze stolica jest, że jest ona bardzo niebezpieczna, mieszkańcy nieustannie czują się zagrożeni i żyją niejako w stałej gotowość na atak i są agresywni. W stolicy zrobiłam zakupy, bo przecież za parę tygodni osiedlam się w Meksyku a mam tylko jeden plecak. Pojechaliśmy do ogromnego sklepu z używaną i nową odzieżą z USA za niesamowicie śmieszne ceny, tak więc zaopatrzyłam się w nową szafę – dodatkowa torba, ale czekam mnie już nie wiele autobusów, więc powinnam dać sobie radę z tym dodatkowym bagażem.

07/02: ostatnie dni w Salwadorze

Kategoria: El Salvador
Autor: Monika
Comments:(0)
Po kilku dniach relaksu na plaży i sympatycznych znajomościach w przesympatycznym hostelu "Papaya Lodge", ruszyłam na tak zwaną Ruta de los Flores. Ciekawostką było, że poznałam Salwadoreńczyka z CouchSurfing. Napisał do mnie, bo spodobał mu się mój profil, przyjechał do EL Tunco na plażę i rzeczywiście znaleźliśmy wiele wspólnych tematów. Taki zupełnie nie Salwadoreńczyk, pisze książki i jest buddystą! Razem pojechaliśmy do Sonsonte skąd odwiedziliśmy dwa malutkie urocze miasteczka. Ruta de los Flores czyli trasa kwiatów, bo pełno tu kwiatów, zieleni, plantacje kawy, małe miasteczka z wybrukowanymi uliczkami, w których czas jakby się zatrzymał.

Jutro jadę do Gwatemali.
Tak, powoli wracam do Meksyku. Nie jadę aż do Panamy, jak myślałam na początku. Wracam do Meksyku, ale nie wsiadam w samolot. Zostaję w San Cristobal. Z Rudim. Postanowiliśmy spróbować. Więcej szczegółów wkrótce.

Tymczasem o El Salvador. Bardzo mało tu turystów, bo przede wszystkim kraj słynie jako bardzo niebezpieczny. OK. W dużych miastach, w stolicy są niebezpieczne dzielnice, zdarzają się napady i miejscowi sami mówią, że są niebezpieczne miejsca, ale ogólnie mieszkańcy El Salvador są absolutnie PRZESYMPATYCZNI! Wszyscy ciągle mnie tu zagadują, są ciekawi świata i bardzo pomocni w stosunku do turystów i jest to opinia każdego napotkanego tutaj podróżnika. Na prawdę szkoda, że kraj ma taką złą renomę. Nie ma tu cudów śwaita z listy UNESCO, ale za to jest to mały kraj - wystarczą 4 godziny żeby przejechać z zachodu na wschód lub odwrotnie - i właśnie dzięki temu, że jest mały w niespełna godzinę czy dwie można przedostać się z plaży do wulkanów lub z miasta nad jeziora. Polecam gorąco!

31/01: Plaże Salvador

Kategoria: El Salvador
Autor: Monika
Comments:(0)
Spędziłam 3 dni relaksując się na prawie bezludnej plaży w El Espino - miejsce jest popularne wśród Salwadoreńczyków w weekendy, ale poza tym brak tu jakiejkolwiek infrastruktury i turystów. Następnie stolica San Salvador. Tu w końcu udało mi się zatrzymać u dziewczyny z CouchSurfing i w końcu mogłam spędzić czas w towarzystwie - wieczorami drinki z Leti i jej przyjaciółmi, a po stolicy oprowadził mnie i obwiózł przewdnik wycieczki, którą spotkałam w Gwatemali! Przesympatyczny gość i zupełnie bezinteresownie pokazał mi swoje miasto, bo akurat miał wolne.
Obecnie jestem na najpopularniejszej wśród cudzoziemców plaży Salwadoru, El Tunco. Raj dla surferów, wielkie fale. Wciąż miejsce to dopiero się rozwija, trochę hosteli i prywatnych pokoi, żadnych wielkich hoteli przy plaży, kilka barów i restauracji i kilka malutkich sklepów. Wczoraj plaża była pełna - mieszkańcy stolicy i okolic przyjeżdżają tu na weekend, a w nocy na plaży prawdziwa samba na bębnach! Grali naprawdę dobrze! Trochę się tu polenię.

24/01: Alegria

Kategoria: El Salvador
Autor: Monika
Comments:(0)
Jestem w małym uroczym miasteczku położonym na wys. 1600 m. Hoduje się tu kwiaty i jest zielono i kwieciście. Spokojnie i ładne pejzaże. Ludzi są przesympatyczni i chętni do pogawędek. Tym sposobem poznałam jedną panią z hostelu i galerii i z nią odwiedziłam jej znajomym sprzedających ciastka na placu głónym i z nimi spędziłam popołudnie na pogawędce. Można tu się dogadać po hiszpańsku Nareszcie!

24/01: Żegnaj kraju idiotów

Kategoria: Honduras
Autor: Monika
Comments:(0)
Pokonanie 36 km z la Esperanza do Marcala zajęło autobusowi ponad dwie godziny, bo droga świeżo wykopana - rozkopana przez góry. W Markala nie spodziewałam się niczego specjalnego, chciałam tylko następnego dnia wsiąść w autobus do El Salvador. Tylko jak tu się dowiedzieć o której godzinie jest autobus – a są dwa dziennie więc sprawdzić trzeba? Jedni mówią 4 rano, inni 4.30, 5.00. Znalazłam biuro transportu. Pytam gościa o autobusy do SAN MIGUEL W SALVADORZE. Powiedział, że 4, 4.30 i 5.30. Wstałam po ciemku i o 5.00 byłam na przystanku, żeby złapać ten o 5,30, a chłopak w biurze mówi mi, że autobus pojechał o 4.30 a o 5.30 takiego autobusu nie ma! Co za kraj idiotów i debili! Wyklęłam ich po polsku, rzuciłam parę „kurew” i wróciłam do hotelu, gdzie znów musiałam budzić właściciela (najpierw żeby mnie wypuścił, a teraz żeby wpuścił). Honduras oceniam jako najgorszy z odwiedzonych w życiu krajów. Z tęsknotą wspominam Indie, o których zawsze mówię, że są najtrudniejsze do podróżowania. Ale tam przygody były zabawne. Tak więc wszystkim odradzam wycieczkę do Hondurasu nie z powodu niebezpieczeństwa, ale z powodu mieszkańców o kurzych móżdżkach. Mają piękny kraj i mogliby go wykorzystywać znacznie lepiej niż to robią, nic dziwnego, że tacy są biedni, jak bozia rozumku nie dała.
Drugi autobus, znów nie wiadomo czy o 11 czy o 12 w południe. W końcu udało mi się wsiąść w ten autobus o 12.00 i do granicy (40 km) jechaliśmy przez góry po wyboistych drogach 2.40 minut!!!
Ten Honduras i samotność przez ostatni tydzień spowodowały, że zaczęłam tęsknić za rodziną, za domem, za przyjaciółmi, jestem zmęczona i nie chce mi się ciągać z ciężkim plecakiem.
W końcu jestem w El Salvador. Wygląda na bardziej cywilizowany i ludzie bardziej kumaci. Zobaczymy.

21/01: San Juan

Kategoria: Honduras
Autor: Monika
Comments:(1)
Dziś spędziłam jakieś 5 godzin na koniu. Z przewodnikiem pojechaliśmy w góry w okolicach San Jose. Dojechaliśmy do finca de caffe, czyli plantacji kawy i pierwszy raz w życiu widziałąm jak rośnie kawa, jak się zrywa owoce, separuje ziarnka od łusek, czyści, myje, suszy, a wcześniej jak się praży gotowe ziarnka na płycie na palenisku - bo tutaj zatrzymałam się w domu jednej starszej pani, która się tym zajmuje. Tak więc w końcu wiem jak się produkuje kawę, co smakoszkę kawy bardzo cieszy. Trochę wędrówki po lesie do wodospadów. Cała droga w górę i w dół konno i widoki są tu absolutnie przepiękne. Jutro pewnie nie będę chodzić po 5 czy 6 godzinach konno, a ostatnim razem konno jeździłam 2 lata temu!! Po moich ostatnich nerwach i krytyce Hondurasu to był mój najpiękniejszy dzień w tym kraju. Wspaniale było tak sobie jechać pośród lasów, malutkie skromne drogi przy drodze, spokój i słońce.
Ludzie tu są mili i... rozumieją mój hiszpański, a nawet chwalą, że tak dobrze mówię.
Zdjęcia poniżej są z plantacji kawy i produkcja. A pierwsze to dziura San Juan640 640 640 640 640 640

Sidebar

Nawigacja
Dziś
Archiwum
Kategorie
All
El Salvador
Gwatemala
Honduras
Meksyk
Miasto Meksyk
Galeria
Wyszukiwarka

Logowanie
:
:

Linki
Nucleus CMS Polska
Nucleus CMS
Powered by Nucleus CMS
 
Copyright | Nucleus CMS v3.24 | Nucleus CMS Polska | Valid XHTML | Valid CSS | Góra | Licznik odwiedzin: