O mnie
Tlumaczenia
ABC
Podróżnika
Dookoła
świata
Mój
Hostel
Wolontariat
Relacje
z podróży
Ameryka Śr.
2009/2010
Polka
w Meksyku
Galeria
Kontakt

08/01: Uroczystości noworoczne z Don Lauro

Kategoria: General
Autor: Monika
Comments:(0)
W końcu mieliśmy okazję zobaczyć i poznać słynnego Don Lauro! Don Lauro to uzdrowiciel, który łączy praktyki tradcyjne szamana Majów ze szkołą u mnichów tybetańskich. Podróżuje po całym świecie, głównie chyba w Meksyku i USA, a jego imie wymawiane jest z czcią. Czy pisałam już o jego centrum z warsztatami energii, temascalem etc? No więc w jego centrum zorganizowano ceremonię powitania Nowego Roku z prośbą czy intencjami o zdrowie, miłość, dobrobyt i wszystko to, co ważne.
Ktoś zarzucił, że z uroczystościa Majów-bo tego się przecież oczekuje od meksykańskiego szamana, nie wiele to miało wspólnego. Ale to naprawdę nie miało znaczenia. Atmosfery i energii, jaką wytworzono nie da się opisać. Tylko parę słów, ale to nie to:
Mnóstwo ludzi w kręgu, bębny i inne instrumenty, dużo okrzyków, dużo klaskania, tupania, wszyscy kiwają się w rytm muzyki. Po środku wielki okrągły ołtarz z kwiatów, owoców i ziaren fasoli i kukurydzy. Don Lauro ze swą świtą biega dookoła, jak szalony, z uśmiechem dziecka na ustach. Niski, przysadzisty mężczyzna o śniadej cerze bawi się tym, co robi. Palą kadzidła. Teraz zaczynają "rozbierać" ołtarz. Obsypuje uczestników kwiatami, owocami i ziarnami. Żeby nigdy im niczego nie zabrakło.
Energia niesamowita. Wspaniałe doświadczenie, choć może się komuś wydać szaleńczą manipulacją, sektą, czym tam jeszcze. Ale tak jest tutaj w Chiapas. Ludzie wierzą w rytuały ceremonie i energię.

08/01: Witajcie w Nowym Roku

Kategoria: General
Autor: Monika
Comments:(0)
Witajcie w Nowym Roku! Dla nas zaczął się dobrze. Sylwester udał się wysmienicie. Akurat mieliśmy przesympatczną ekipę gości hostelowych i, za wyjątkiem 3 dziewczyn, wszyscy uczestniczyli w imprezie. Do tego parę przyjaciół, wszyscy się zintegrowali, polubili, znaleźli wspólny temat, a o północy dali sobie abrazo, czyli uścisk. To się trochę pościskaliśmy
A tutaj parę fotek

600 600 600

31/12: Koniec opowieści na 2011

Kategoria: General
Autor: Monika
Comments:(0)
Tak więc dotarłam do końca opowieści na rok 2011. U was w Polsce już za chwilę będzie północ, pewnie już świetnie się bawicie. U nas jest 14.30. Impreza będzie oczywiście w hostelu. Emil jest z nami, więc nie możemy ruszyć do żadnego lokalu, ale w hostelu mamy komplet gości, zaprosiliśmy znajomych, kumpli Rudiego. Będzie malowanie twarzy (by Ania), kolacja, być może lekcja salsy, żeby wprowadzić ludzi w taneczny nastrój, jeśli uda nam sie złapać Marco, nauczyciela salsy i przyjaciela Rudiego (od 2 dni ślad po nim zaginął), ognisko i pinata.


Życzę Wam wszystkim, moim wiernym czytelnikom i nowym, którzy tu zajrzą przypadkiem, oczywiście SPEŁNIENIA MARZEŃ W NOWYM ROKU 2012. Miłości, wiary, odwagi, pieniędzy, dobrych ludzi na drodze i uśmiechu na codzień.

31/12: Emiliano rośnie

Kategoria: General
Autor: Monika
Comments:(0)
Jak tak pomyślę, to aż trudno uwierzyć, jak przez ostateni pół roku Emil się zmienił. Już biega. Jeszcze się przewraca, ale biega i lubi to. Emil z dnia na dzień jest coraz zabawniejszy i jest coraz większym urwisem. Wszystko jest dla niego zabawą. I jest kreatywny. Roznosi przedmioty po całym mieszkaniu, wyjmuje, wkłada do wiader, albo swojego pudła z zabawkami. Bawi się w gotowanie i jedzenie i picie i kto wie w co jeszcze - taki skoncentrowany coś tam sobie układa i nosi. Teraz jak nie możemy czegos znaleźć, to na pewno jest w jego skrzyni z zabawkami albo w wiadrze. Jak na niego nakrzyczę to "odpyskowuje". Chce robić wszsytko, czego nie wolno: ciągać kable, bawić się pilotem do telewizora, bawić się wodą, wkładać ręce do wiadra z wodą i płynem, etc. Lubi swoją niezależność. Jest ciekawy świata. Chce odkrywać i eksplorować. Niezmiennie oczarowuje wszystkie kobiety.

600 600 600 600

31/12: Choinka

Kategoria: General
Autor: Monika
Comments:(0)
19 grudnia postanowiliśmy kupić żywą choinkę. Okazało się, że przeznaczone do sprzedaży na ten rok choinki już zostały wykupione! Objechaliśmy różne miejsca, ogrodników - viveros- i nic. A tak bardzo chciałam choinkę w tym roku i prawdziwą
- Kochanie obiecuję, że zdobędę dla ciebie choinkę" powiedział Rudy.
- Chyba z prosto z lasu jak sam pojedziesz"
- Wiesz, powiem: "Tom, jest robota do wykonania. Jedziemy do lasu po choinkę." Weźmiemy siekierkę i już - śmiał się Rudy żartem. Żartem, ale w Tuxtla też nie było choinek i nigdzie. Więc pojechał Rudy do lasu ze swoim kolegą i przywieźli dwie choinki. Mówi, że spotkali w lesie mężczyznę, powiedział, że to jego działka i że im choinki zetnie i sprzeda. Za grosze. Tym sposobem mielismy choinkę na święta.
A poza tym święta? Spędziliśmy je w tym roku w San Cristobal w domu. Przygotowałam kolację z polskimi potrawami. Nie dostałam nigdzie maku. Jest zabroniony w Meksyku. Jak pytałam to patrzyli na mnie podejrzliwie. Po co mi mak? Może na heroinę? Więc było bez maku. Karpia też tu w sprzedaży nie ma. Tylko teściowa się obraziła i zorbiła straszny dramat, że nie pojechaliśmy do nich. Nie może się pogodzić z faktem, że jej syn ma 36 lat, własne życie i własną rodzinę.

31/12: Wycofuję się z Iguany

Kategoria: General
Autor: Monika
Comments:(0)
Postanowiłam ostatecznie wycofać się z Iguany. Chcę na spokojnie poświęcić czas Emilowi i po Nowym Roku będziemy szukać lokalu, żeby otworzyć drugi biznes dla mnie. W ten sposób każde z nas będzie miało swój biznes pod opieką i rozdzielimy pracę od spraw osobistych, bo wspólna praca nie wychodzi na dobre naszemu związkowi.

31/12: Good Looking Tom

Kategoria: General
Autor: Monika
Comments:(0)
Tom jest z Australii. Wcześniej mieszkał przez chwilę w Iguanie i kiedy pytałam jaki jest, żeby mieć jakiś obraz, bo Tom chciał pracować u nas w hotelu, odpowiedź zawsze brzmiała „Jest szalony!”
Tom podoba się dziewczynom, a uśmiech nie schodzi z jego twarzy. Cokolwiek się dzieje, wszystko jest OK. i wciąż się uśmiecha i paraduje dumnie wypinając pierś. Dziewczyny mówią o nim good looking (przystojny). Rudy nazwał go Good Looking Tom. Za każdym razem tak go nazywa.
Gdy Tom gra na gitarze, co robi często, dookoła nagle tworzy się krąg słuchaczek.
„Ale ten Tom to ma szczęście, cały czas słychać w hotelu: Toooom chcesz trochę makaronu? Tooom, chcesz quesadille? Tooom, masz ochotę na to i na tamto?”, opowiada Rudy.
Trzeciego dnia swej pracy na recepcji Tom paradował po hotelu w leginsach-panterkach i opasce z rogami na głowie. Nie wierzyłam, dopóki nie zobaczyłam na własne oczy.
Czwartego dnia okazało się, że ma romans z drugą dziewczyną z recepcji. Dziewczyna zakochała się w nim, a Tom po ok. dwóch tygodniach się znudził. Dziewczyna nie mogła przeżyć, kiedy Tom przyprowadził swoją kolejną dziewczynę do hotelu. Na początku podrywała wszystkich gości hotelowych płci przeciwnej, żeby pokazać, jak świetnie się bawi, ale nie poradziła sobie z emocjami i postanowiła wyprowadzić się w momencie, kiedy rozpoczął się sezon.
Tom się tym nie przejął i zorganizował w hotelu bar i wciąż świetnie się bawi.

31/12: Niania

Kategoria: General
Autor: Monika
Comments:(0)
Dla Małgosi, niania Emila była to pierwsza wyprawa poza Europę. Przez pierwsze dni przeżywała szok kulturowy, wyglądała, jakby nie mogła się pozbierać do kupy. Przyzwyczajona do życia w Europie - ciągła organizacja, planowanie, daty, godziny etc. – nie mogła się odnaleźć w spokojnie płynącym życiu w San Cristobal i ciągłej zmianie planów lub ich braku.

Od samego początku Rudy nie dogadywał się z Małgosią. Podpadła mu w kilku przypadkach. Do tego miała bardzo przesadzony sposób bycia, nadmierna egzaltacja, Rudy twierdził, że jest nienaturalna i nieszczera. Ja odkryłam, że jest egocentryczką prowadzącą monologi na temat swojej przeszłości i problemów i nie miałam ani czasu, ani ochoty wysłuchiwać jej monologów. Ona miała nam za złe, że się nią nie opiekujemy, nie prowadzamy za rękę i spędzamy z nią czasu. Odkryliśmy, że choć zakładaliśmy, że mając 30 lat i 1,5 roczne doświadczenie w pracy w Iralandii będzie samodzielna, potrzebuje stałej opieki i uwagi. Emilem owszem opiekowała się dobrze, ale Emil nigdy nie obdarzył jej szczególną sympatią, co stresowało całą 3. Iza i Patrycja zabrały Małgosię na całodniową wyprawę nad wodospady Chiflonu i potwierdziły moje obserwacje. Iza powiedziała "Zastanawiam się ile ona wytrzyma tutaj, bo jak na razie to widać, że jej wyobrażenie o Meksyku było inne od tego, co tu zastała i wciąż jest w szoku i zagubiona."

Po powrocie z weekendu w Tuxtla odkryliśmy, że nasza niania... uciekła. Zaskoczyło nas, że zdobyła się na odwagę, żeby samodzielnie podjąć taką decyzję i ruszyć w świat. Szkoda tylko, że zabrakło jej odwagi uprzedzić nas o tym, zwłaszcza, że przed naszym wyjazdem rozmawialiśmy o nieporozumieniach i uśmiechnięta oświadczyła, że wszystko jest jasne i OK.
Miała przyjechać nowa niania z Tuxtli, młoda dziewczyna, siostra dziewczyny pracującej u teściowej i nigdy nie dojechała. Tak więc zostaliśmy na sezon bez niani. Wróciliśmy do braku czasu dla siebie, braku możliwości wspólnych wyjść, dla mnie braku możliwości podjęcia się tłumaczeń i ogólnie problemów z powodu braku czasu.

Później dowiedziałam się od przyjaciółki, że Małgosia natychmiast wróciła do Polski. Nie mogłam w to uwierzyć: taki kawał drogi przeleciała i nawet nie skorzystała, żeby zwiedzić okolice! 18-20-latkowie sami podróżują po Meskyku i Gwatemali, a ta 30 letnia kobieta bała się przecież sama wyjść na sąsiednią ulicę...

31/12: Goście z Paryża

Kategoria: General
Autor: Monika
Comments:(0)
Kilka dni po przybyciu do San Cristobal otrzymałam maila od Izy, przyjaciólki z Paryża, że przylatują do nas do Meksyku ze swoją przyjaciółką, Patrycją. Tak więc nie zdążylismy jeszcze ogarnąć spraw w hostelu i kolejny tydzień spędzilismy z Izą i Patrycją na spacerach, zwiedzaniu, kolacjach etc, a że dziewczyny mają wspaniałe poczucie humoru, więc naśmialiśmy sie co niemiara. Rudy oprowadzał nas po ukrytych miejscach: wspaniałe hotele mieszczą się z reguły we wspaniałych zabytkowych kolonialnych budynkach z bajecznymi ogrodami. Wystarczy wejść i jest to jak przeniesienie się do innego świata. Przekraczanie bramy do Tajemniczego Ogrodu. Dziewczyny były zachwycone i podpowiedziały Rudiemu, żeby do oferty hostelowej włączył wycieczkę po mieście "Ukryty San Cristobal".
Kiedy odwieźliśmy dziewczyny na lotnisko, to zachciało mi się płakać. Przez tydzień mogłam nacieszyć się najlepszą przyajciółką tu na miejscu. Będzie mi tego brakowało, bo moje znajomości tutaj to przyjaciele Rudiego i jakieś przelotne znajomości z ludźmi, którzy za dwa dni wyjeżdżają, a prawdziwej przyjaciółki jeszcze nie znalazłam.

Po wyjeździe dziewczyn zabraliśmy się za hostel. Okazało się, że podczas naszej nieobecności Jenni świetnie sobie poradziła jako manadżer. Oczywiście nie wszystko było idealnie, ale zdecydowanie lepiej niż podczas naszej nieobecności w zeszłym roku. Do połowy grudnia czas minął nam na imprezach rodzinnych, bo to urodziny teściowej, szwagierki, przyjęcie Emila etc. i przygotowanie do sezonu świątecznego.

600 600 600


29/12: Podróż Gorzów - San Cristobal

Kategoria: General
Autor: Monika
Comments:(0)
Z Gorzowa odebrał nas prywatny transport do Brukseli prosto na lotnisko. Na lotnisko dojechaliśmy ok. 4 nad ranem. O 7 wylatywaliśmy do Cancun, Mexico.
Ja, Rudy, nasza niania Małgosia, Emil, 3 walizy po 25 kg, 3 bagaże podręczne po 6 kg, walizka Emila 20 kg, składany wózek Emila.
Zabrakło tylko psa, kota, kanarka i rybek...

Cancun powitało nas deszczem. Miny nam zrzedły: chcieliśmy wygrzać się na plaży, opalić i planowaliśmy wynajęcie samochodu i zwiedzenie Jukatanu aż dojedziemy do San Crsitobal. Tylko, że wszsytko się skomplikowało: Po pierwsze Rudy zapomniał kary kredytowej, a jak tu wynająć samochód bez karty kredytowej? Po drugie z całym bagażem, naszymi ponad 100 kg 3 osoby dorosłe plus dziecko potrzebowalibyśmyt vana a nie samochód osobowy. Po trzecie pogoda. Poprawiła się trzeciego dnia, kiedy już postanowiliśmy odłożyć zwiedzanie Jukatanu na lepsze okoliczności. Spędziliśmy miło czas o tyle, że znajomy Rudiego załatwił nam wygodny apartament po śmiesznie niskiej cenie i jednodniowe korzystanie z plaży i basenów w luksusowym hotelu.

Czwartego dnia wsiedliśmy w autobus bezpośredni, nocny do San Crsitobal. jechaliśmy 18 godzin.

Sidebar

Nawigacja
Dziś
Archiwum
Kategorie
All
General
Galeria
Wyszukiwarka

Logowanie
:
:

Linki
Nucleus CMS Polska
Nucleus CMS
Powered by Nucleus CMS
 
Copyright | Nucleus CMS v3.24 | Nucleus CMS Polska | Valid XHTML | Valid CSS | Góra | Licznik odwiedzin: